Rotawirus w żłobku pokonany!

0

Infekcja rotawirusowa to jedna z najuciążliwszych dolegliwości. Rotawirus w żłobku powoduje, że w czasie epidemii choruje kilka lub kilkanaścioro dzieci naraz.

Rotawirus w żłobku lub przedszkolu to prawdziwa zmora. Zanim się zorientujemy, choruje jedno dziecko, potem kolejne i następne. Nie pomaga odsyłanie malców do domu, trzymanie ich z dala od kolegów. – Rotawirus atakuje zwykle na wiosnę i na jesieni – opowiada Klaudia Piotrowska z Klubu Malucha Wesołe Minki, opiekunka najmłodszej grupy. – Zdarza się, że zaczynają chorować nagle w ciągu dnia – dostają biegunki, wymiotują. Wtedy musimy działać natychmiast i zająć się dziećmi, zanim ich rodzice dotrą po nie i zabiorą do domu.

Rotawirus w żłobku pokonany! © Andrey Kuzmin - Fotolia.com
© Andrey Kuzmin – Fotolia.com

Groźny wirus – rotawirus w żłobku

Żłobek, klub malucha czy przedszkole to idealne warunki do rozprzestrzenienia się rotawirusa. Maluchy często biorą do buzi różne przedmioty, przebywają blisko siebie, łatwo więc się zarażają. Wystarczy, że na rączkach jednego z nich znajdzie się zarazek, by kolejne dzieci mogły go otrzymać podczas zabawy „w podarunku”. Objawami choroby jest biegunka oraz gwałtowne wymioty, zwykle także podwyższona temperatura – nawet do 38°C. Kupki maluszka są wodniste, mają brzydki kolor i zapach, i jest ich bardzo dużo – chore dziecko potrafi dziennie zabrudzić kilkanaście pieluszek.

Gadżety na wagę złota

– Gdy w żłobku szaleje rotawirus, żałujemy, że każda z nas nie ma dodatkowej pary rąk – uśmiecha się Klaudia Piotrowska. – Wtedy na okrągło albo poimy dzieciaczki, albo je przewijamy, albo zmieniamy im zabrudzone ubranka i pościel, starszym, które załatwiają się na nocniczek, wycieramy pupy i myjemy rączki.

Kosze Korbell na zużyte pieluchy

Dodatkowe ręce do pracy nie wyrosną na zawołanie, dlatego dyrektorka klubu Wesołe Minki, Agnieszka Flisińska-Karwowska, postanowiła w inny sposób pomóc swoim pracownikom w tym trudnym dla wszystkich czasie. W sklepie z akcesoriami dla niemowląt i dzieci wypatrzyła kilka gadżetów, które znacznie ułatwiły pracę opiekunek. Przede wszystkim znalazła kosze Korbell na zużyte pieluchy. Gdy zrobiła szybką kalkulację, okazało się, że koszt takiego urządzenia i jego utrzymanie to na szczęście nieduży wydatek. Zwłaszcza, że firma dystrybuująca pojemniki daje specjalne zniżki placówkom opiekuńczym. Worki do koszy też nie są drogie, bo kupuje się samą folię, bez dodatkowych obręczy czy innych mocowań. Użytkownik sam decyduje, kiedy opróżnić pojemnik, zużywa więc jej tylko tyle, ile to konieczne. Okazało się, że to najtańsze w utrzymaniu kosze z tych dostępnych na rynku. Potwierdziły to znalezione w Internecie informacje o tym, że z koszy Korbell korzystają wszystkie stołeczne żłobki państwowe.

– Ilość pieluch, podczas biegunki, podwaja się albo i potraja – kosze szybko się zapełniają, bo dzieci należy przewijać na bieżąco. Nie wolno pozostawiać ich z pełnym „pampersem” na dłużej, bo wtedy na skórze robią się odparzenia – tłumaczy Agnieszka Flisińska-Karwowska. – Dodatkowo uciążliwy jest fakt, że takie pieluszki bardzo brzydko pachną. Kosze, które kupiłyśmy do naszej placówki rozwiązały ten problem – są zamykane na szczelną pokrywę z uszczelką, dzięki czemu zapachy nie wydostają się z kosza na zewnątrz.

Ważny dla opiekunek żłobka był też fakt, że podczas wyrzucania pieluszek do kosza, nie mają one kontaktu z zawartością pojemnika – mogą to robić jedną ręką, nie wkładając jej do jego wnętrza, bez konieczności upychania pieluch itd. To higieniczne rozwiązanie, ograniczające kontakt z zarazkami. Atutem pojemnika okazało się również zabezpieczenie przed ciekawskimi rączka mi dzieci. – Gdy tylko starszaki zauważyły, że kosze otwierają się po naciśnięciu pedału, zaczęły same próbować go naciskać. Na szczęście pokrywę można zablokować tak, by malec jej sam nie otworzył – tłumaczy Klaudia Piotrowska.

Nieprzemakalne prześcieradła do żłobka

Kolejnym przydatnym zakupem były nieprzemakalne prześcieradła. Podczas biegunki, pieluszki niekiedy nie wytrzymują i przeciekają. Pościel jest też często zanieczyszczana wymiocinami. Te wszystkie sytuacje powodowały, że brudziła się nie tylko pościel, ale i łóżeczka, na których spały dzieci, a tych – wiadomo – nie da się włożyć do pralki. Rozwiązaniem okazało się kupno ochraniaczy na materacyki oraz specjalnych prześcieradeł. Wykonane są one z oddychających, wodoodpornych gumowanych materiałów, ale wierzch mają bawełniany, miły w dotyku. Ich zaletą są właściwości antybakteryjne i specjalne gumki, które ułatwiają zaczepienie na materacu. Dzięki ich zastosowaniu, zanieczyszczenia wsiąkają w materiał, ale łóżeczka pozostają czyste.

Rotawirus w żłobku pokonany!
5 (100%) Głosy: 10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*

code